22 stycznia 2017

Ostateczne pożegnanie

Witam Was, drodzy kochani, w Nowym Roku!,
chciałam Wam wyznać, że jest to ostateczne pożegnanie. Zauważyłam brak zainteresowania na tym blogu, więc moja nadzieja zgasła. Miałam nadzieję, że mogłabym napisać drugą część nie zwalając jak poprzednią część.
Nie wiem czy będziecie jeszcze coś czytać z mojego repertuaru, ale może. Kto wie :)
Ja zaś (obecnie mam ferie) wracam do mojej dziury wyrobionej w pokoju. I zaczynam myśleć, nad jakimś kolejnym opowiadaniem.
Dzięki za te cudowne dwa latka <3
Trzymajcie się.
xoxo klora
(tak zmieniłam nick, w końcu znalazłam swój odpowiednik :p)

 
Znajdziecie mnie na opowiadaniu, które tutaj reklamowałam ;)

11 czerwca 2016

Prolog cz. II

Jeśli kogoś dalej interesuje opowiadanie, podaję prolog... Część pierwsza jest beznadziejna. Jeśli chcecie mogłabym zacząć od nowa z drugą częścią ;)


Oparła głowę o szybę samochodu. Była zmęczona ciągłą ucieczką. Chciała się już osiedlić, bezpiecznie. Zayn puścił cicho muzykę, a Harry starał się skupić na drodze. Było ślisko po deszczu wielkich kropel wodnych. Wypuściła parę z jej ust, która zamgliła szybę.
- Gdzie jedziemy? – zapytała po raz pierwszy od chwili wyjechania z Internatu. Jednak nie oderwała głowy od szyby i nie spojrzała na żadnego z chłopaków.
- Twoja rodzina posiada ziemię, która należy do was od wieków. Postanowiliśmy z RØnne, że właśnie pojedziemy tam. Podobno zapewniała, że jest to najbezpieczniejsze miejsce, w którym możesz się ukryć. – wytłumaczył Mii, Harry co trochę patrząc się w lusterko na przedzie pojazdu.
- A jaśniej i dokładniej możesz? – warknęła odrywając się od zimnej szyby. Wlepiła swój wzrok w chłopaka.
- Jedziemy do Oregonu w Stanach. – wyszeptał Zayn. Oparł głowę o oparcie fotela. Zamknął oczy i nucił piosenkę, która leciała aktualnie w radiu. 
- Kiedy mieliście mi zamiar powiedzieć?! Kiedy dojedziemy, tak jak poprzednio!? – wykrzyczała i przygłuszyła muzykę. Auto zahamowało i zjechało na pobocze włączając oba kierunkowskazy. Harry wyszedł z strony kierowcy i otworzył drzwi tylne od pasażera.
- Mała, wiesz że od roku staramy się, żeby było wszystko pod kontrolną. Chronimy cię, jak najlepiej potrafimy. Staramy się zrobić wszystko dla ciebie jak najlepiej. – wyszeptał zakładając jeden jej kosmyk włosów, który opadł bezwładnie na twarz. 
- Ale nie obchodzą was moje uczucia! – odwróciła się całkowicie w stronę okna. Zamknęła oczy i zdała sobie sprawę, że i tak nie uśnie. Była zdenerwowana, otworzyła szybko oczy i popatrzyła się w las, przy którym się zatrzymali. Drzewa były szare, niezadbane, poruszały gałęziami pod wpływem wiatru. – Tak was obchodzą moje uczucia, tak zapomnieliście kim jestem. Patrzcie co zdziałaliście. Cała natura zmarnowana! To jest dla mnie cierpienie i męka. – wyszła z samochodu i oparła się o drzwi. Po chwili wyszedł Zayn. Podszedł do niej i objął ją ramieniem.  
- Oj, mała, mała… Chcemy dla ciebie, jak najlepiej.
- Wy chcecie jedynie dla mnie bezpieczeństwa! – odważyła się i spojrzała mu w oczy. Widziała w nich przegraną. Podniosła głowę i nonszalancko wsiadła do pojazdu, a chłopak zaraz za nią. Harry, który już siedział za kierownicą, ruszył powoli znów w drogę.
- Zaśpiewać ci coś? – chłopak wiedział, jak działa jego głos na dziewczynę. Uśmiechnęła się, poprawiła kurtkę, w którą chłopaki siłą ubrali, położyła głowę na jego kolanach, nogi rozłożyła na tylnym siedzeniu i została oryta kocem przez Zayn’a. Uśmiechnęła się i wtuliła się bardziej w jego brzuch.
- Znów to samo, kolejna runda idzie do wszystkich moich znajomych.
Kolejne non-stop, czy to kiedykolwiek się skończy?
Znów to samo, kolejna runda idzie do wszystkich moich znajomych.
Kolejne non-stop, czy to kiedykolwiek się skończy?
Nigdy nie wrócimy na dół,
Tak, patrzymy w dół na chmury. – zaczął śpiewać znaną jej piosenkę. „Clouds”  w jego ustach brzmiała nieco inaczej.  Jego dźwięczny głos śpiewał tylko dla niej. Zamknęła powieki i dalej wsłuchiwała się w tekst, lecz po chwili usnęła.

28 marca 2016

Nowe opowiadanie

Hej ludziska! Wiem, że mnie nie lubicie za to jak się stało z tym opowiadaniem. Ale mam nadzieję, że to nie jest koniec naszej znajomości tutaj. Uwielbiam ten blog, bo pierwszy raz udało mi się zwrócić uwagę cząstkę społeczności. Mogłam w końcu się wykazać i czytać wasze komentarze, które zawsze mnie wzmacniały. W zamian za to postanowiłam założyć nowe opowiadanie. Nie ma tam nic z One Direction, ale czasami występuje Malik. Jest to typowe opowiadanie o Bad Boy'ach. Pełne pożądania, satysfakcji z spotkań, czasem wyścigi i różne akcje. Pełen romantyzm i historia podobna do każdej. Niestety, ale mam nadzieję że będzie inaczej.
Mam nadzieję, że miło spędziliście święta z rodziną! No to pewnie kalorie wszystkim nam przybyły :) Jak z lanym poniedziałkiem, kochani? :*

wattpad; https://www.wattpad.com/myworks/67012949-befour
blogger; http://befour-ff.blogspot.com/
opis;
Czarny ptak przeleciał nad jej głową.
Otarła się o śmierć, tak czarną jak otchłań
Spojrzała na jego usta i już wiedziała.
Wiedziała, że tego chce.
Jej zimne palce musiały przejechać.
Przejechać po jego idealnych włosach.
Jego ręka musiała spocząć na jej udzie.
Tajemnice spływające z oczu.
Dłonie chcące więcej.
A usta pragnące gorętszej.

Charlotte jest skrycie nieśmiałą przyrodnią siostrą Alec'a i Isabelle. Ma jednak w sobie ogień złości i agresji. Szczęściem jest, że opanowuje się emocjami. Lubi nudę i nienawidzi siebie, taką jaką jest. Jej zwykłe życie zostaje zniszczone. Brakuje jej w życiu ogniwa podniecenia i czegoś, co można na swój sposób nazwać miłością.
Jace dopiero niedawno wrócił do miasta burząc dotychczasowy pokój, a powodując strach ludzi przed wychodzeniem późno na dwór. Odnajdując swojego dawnego ja, znajduje także i dziewczynę, która najwidoczniej, zabaluje dłużej w jego życiu. Nie wiadomo, co jego do niej przyciągnęło. Czy jakaś niewidzialna siła pchała jego i ją do tego? A może chęć nowego startu z nowymi osobami? Co dobrego może z tego wszystkiego wyniknąć? Na pewno nic.
Istnieją jeszcze inne strony. Kol dopiero zaczyna się rozkręcać, by wywinąć jakiś numer chłopakom i Lottie. Nie może się doczekać słodkiej zemsty na słodkiej dziewczynie. Ale...no właśnie! Zawsze jest jakieś ale! A jeśli tym ale... będzie jego miłość do farbowanej?

Zachęcam do czytania!
Przepraszam za wszystko!
Kocham Was! :( :*

18 lutego 2016

Rozdział szesnasty + epilog

Wybaczcie za przerwę, nie mogę się zebrać do kupy z tym opowiadaniem. Jestem taka beznadziejna...Ugh...chciałabym tu wszystko posegregować, ale wiem że to nie ma sensu bo i tak zbliżamy do końca, a być może do nowego początku kolejnej części. Także, chciałabym wszystkim podziękować co czekali, czekali żebym zgasiła ogień i znów powróciła do mojego świata...Dziękuję, kocham was! Przepraszam... PS! Chciałby ktoś nową część? Drugą? Powiem, że mam pomysł na niego i na pewno będzie ciekawy ;) 
Dziewczynę wybudził Harry.
- Wstawaj. Zaczekaj tu, pali się na górnych piętrach. - powiedział nerwowo i szybko poruszając nogami, wyszedł z pokoju oraz pokierował się na wyższe piętra.
Uparta Mia zbudziła się szybko i wstała, nie znosiła kiedy coś jej kazano. Nałożyła na siebie grubą bluzę chłopaka i wyszła z bezpiecznego pomieszczenia kierując się w stronę schodów. Z pośpiesznym tempem znalazła się na piętrze wyżej, gdzie ogień rozprzestrzeniał się coraz więcej. Zaczęła wchodzić do pierwszych pokoi i budzić smacznie śpiące dziewczyny. Następnie przyszła kolej na kolejne, budziła i kierowała wszystkim aż do wyjścia, póki w końcu nie została sama na korytarzu pełnego kłębiącego się dymu. Niezręcznie przeszła obok jednego z wielkich płomieni, lecz zaraz wchłonął się w jej bluzę, którą szybko ściągnęła. Dusząc się i zatykając swój dopływ dymu do ust i nosa, uciekła lecz po chwili upadła z niedotlenienia.
W tym samym czasie koszmar powoli kroczył ku końcowi z gaśnicą i niewielką pomocą strażaków, którzy w niespodziewanym czasie znaleźli się na miejscu rzekomej "zbrodni". Zadowolony z siebie Harry, po wyprowadzeniu osób i zdziwieniu gdyż znalazł dziewczęta, które bezpiecznie stały na dworze - zaczął się rozglądać za istotą, którą już nie widział dłuższy czas. Przemieszczał się szybko między koleżankami i wypytywał o nią. Nikt nie widział i nie wiedział co się działo z nią. Sam jej nie widział w jego pokoju, więc zaniepokojony pytał o dziewczynę. Tylko jedna która ją widziała powiedziała:
- Wyprowadzała wszystkie dziewczyny, ale kiedy weszłyśmy na podwórze, jej już nie było. Widziałam ją, jak wchodziła do szkoły.
Przerażenie wymalowało się na jego twarzy, pospiesznie zwerbował do swojej ekipy poszukiwawczej przyjaciół, którzy zgodzili się mu pomóc. Pośpiesznie weszli na drugie piętro, gdzie ogień do końca nie był ugaszony, i znaleźli swoją zgubę. Szybko ściągnęli czyjąś bluzę i nakryli do połowy jej bladej twarzy, by dym nie wchodził do płuc. Wynieśli szybko nieprzytomne ciało na świeże powietrze do specjalistów medycznych, którzy od razu wzięli się za opiekę dziewczyny. Reanimację serca przeprowadzili jako pierwsze, a przy jej przebudzeniu był Harry.
Dalej stał Zayn wpatrujący się z obojętnością w oczach. Czuł, że zawiódł i chciał to naprawić. Chciał sprawić ból swojej zemsty. Nie wiedział jednak, na której z ich dwojga będzie chciał zranić bardziej.

Po kilku uciekających między palcami dniach...~
- Wreszcie się wybudziłaś! - powiedział radośnie ciemnowłosy chłopak, zaś obok Mii, leżał na kolanach pies, który nie wiadomo jakim cudem przeżył wcześniejsze wydarzenia.
Zayn usiadł na skrawku jej łóżka i spojrzał jej prosto w oczy.
- Ile dni byłam nieprzytomna? - wychrypiała takim głosem, jakim samej siebie nie poznawała. Ciężko było wydobyć z siebie jakikolwiek jęk, kiedy powoli obracała się na bok w stronę chłopaka.
- Powoli, spokojnie. Dym uszkodził ci struny głosowe. Przez jakiś czas nie będziesz mogła mówić, jak poprzednio. Pani RØnne kazała przekazać ci ten lek, kiedy się wybudzisz. - wymijająco ominął jej pytanie i wziął się za podawanie leku. Syrop, który widniał obok niej na stoliczku nocnym. Wzięła łyk, ale był gorzki więc od razu się skrzywiła na smak w ustach.
- Ile jestem nie przytomna? - z pomocą leku, powiedziała wyraźnie i idealnie podkreślając każde słowo, które wymawiała.
- Parę dni, chyba dwa tygodnie... - mruknął niewyraźnie kuląc się w sobie.
- Gdzie jest Harry? I dlaczego tutaj siedzisz? - zapytała, opadając na wielkie, puchowe poduszki. Nie wiedziała skąd się u niej wzięły, ale była wdzięczna za miękkość pod jej głową, która ją natychmiastowo opatuliła. Przymknęła oczy i czekała na swoją odpowiedź.
- Stróżujemy tu na zmianę z chłopakami. RØnne chyba ma jakąś obsesje na twoim punkcie skoro wszyscy tu sterczą i są zwalniani z zajęć. - warknął zniecierpliwiony. Spuścił swój wzrok i zmęczony, również przymknął oczy.
- Harry'iego tutaj nie ma, bo go wygoniła. Siedział tu już długi czas i nie chciał nikogo z nas przepuścić.
- Kto go wygonił? - niezorientowana Mia, spojrzała na niego natychmiastowo lecz on czując jej ruchy nie zwrócił na nie uwagi i dalej miał przymknięte oczy.
- No, TreslϾva. A o kim cały czas mówimy? - zachichotał, natomiast dziewczyna zmarszczyła brwi.
- O Harrym? - mruknęła w odpowiedzi.
- Taa, i nie zapominaj o cudownej pani, która podarowała i zrobiła ci to lekarstwo, dzięki której chwilę temu odzyskałaś na chwilę głos.
- Proszę cię, nie wprawiaj mnie w kompleksy z moją pamięcią, choć wszystko z nią w porządku. - jej ton ociekał sarkazmem i aż prosił się o kolejną porcję syropu leczniczego, po tym jak ponownie ochrypła.
- Okej, okej. Mam kogoś zawołać? Chociaż obiecałem staruszce, że jak się obudzisz to po nią pójdę. Ale jakoś nie kwapi mi się. A tobie? Chce ci się z nią gadać? - spojrzał na nią, po długiej beznamiętnej ciszy.
- Nie wiem, jak chcesz.
- No dobra, pójdę. - burknął i ociężale wstając, pokierował się w stronę wyjścia.
Po chwili jednak wślizgnął się Harry, który dopiero po ciężkich dniach, pachniał świeżo i czuł się wypoczęty. Jakże mam dziękować za tę przemiłe spotkanie z tobą, księżulku, Harold'zie? Powiedziała dalej z zamkniętymi oczyma, powoli oddychając tym chłodnym powietrzem, które dostawało się prze uchylone okno.
- Cóż, księżulek się wyspał i chciał zaglądnąć do swej księżniczki, Mii. O! Idealne imię na idealną księżniczkę. - zaśmiał się ukazując przy tym swoje dołeczki, ale nawet to nie poruszyło dziewczyny do otwarcia oczu. Wszystko miała w swojej wyobraźni. - Zaś zmieniając temat, moja panno - jak się czujesz?
- Do niczego. Mam nadzieję, że umrę bez męki. - zaśmiała się, lecz zniekształcone struny głosowe, pozwoliły na skrzekliwe piski.
- Właśnie widzę. Dzisiaj musimy porozmawiać z...
- Tak, wiem z kim. Zayn mi powiedział. - przerwała mu dopiero po chwili otwierając oczy i patrząc się prosto w jego zielone.
- Był u ciebie? Gadaliście? - chciał dalej zasypywać ją pytaniami, ale patrząc na jej zmęczoną i poirytowaną twarz, zrezygnował z dalszych swych wysiłków.
- Nawet mnie nie denerwuj. - burknęła i sięgnęła po jego kaptur, ciągnąc w swoją stronę i zmuszając do objęcia swoimi rękoma jej ramiona. Chociaż nie był to przymus, tylko wyłączna radość ze swojego towarzystwa.
Zaśmiała się i zasnęła zapominając o Bożym świecie.
Obudziła się parę godzin później, czując jedynie puste miejsce obok siebie. Chociaż przypomniała sobie, że leżała obok niego, jednej z osób która podarowała jej radość. Na jej rękę poszło to, że nie było nikogo w pokoju, więc bezpiecznie mogła się przebrać w swoje wygodniejsze ubrania, niż piżama. Pomimo o rozmiar większy dresów, nie było wiadomo czy są za duże, czy za małe bo wisiały i tak czy siak na niej. Nałożyła jeszcze Harry'iego dużą, białą koszulkę, po czym nałożyła już swoją bluzę na ręce. Włosy, które pod wpływem zadymionego i dusznego powietrza zmieniły się w kolor śniegu. Usta poczerwieniały, popękały, ale zaraz nałożyła ochronny krem i przeczesała nerwowo swoje włosy, które od ciągłego leżenia przetłuszczały się i wyglądały beznadziejnie. Wyszła powoli, szurając swoimi papciami po podłodze.
Na korytarzu nie było nikogo ale jej brzuch dawał o sobie znać więc zeszła w stronę stołówki, gdzie prawie każdy już siedział i jadł swój posiłek. Wzięła więc i sobie coś do jedzenia. Wszystkie dziewczęta spojrzały na nią oczami wdzięczności za tamtą noc. Powoli usiadła do swojego stolika, gdzie rzadkością było to że siedziała z kimś więc już po chwili zwalił się ich wianuszek. Jedna przekrzykiwała drugą, ale zaraz zostały przegnane przez dyrektorkę.
- Dziewczęta jednomyślnie chcą ci podziękować za uratowanie ich parę dni temu. Często cię odwiedzały, gdy leżałaś. Martwiły się i cieszą się, że wróciłaś. - powiedziała i uśmiechnęła się - Oczywiście, ja również się cieszę. - miała już odchodzić, gdy zatrzymała się w pół kroku i ponownie odwróciła się ku niej - Pani TreslϾva woła cię po kolacji do swojego gabinetu. Stawisz się tam obowiązkowo wraz z Harry'm i Zayn'em. W końcu musimy zacząć działać, prawda?
- Tak, jasne. - powiedziała obojętnie i spojrzała w jej zmęczone oczy, choć widniała w nich nutka nadziei i iskry, której każdemu brakowało. Blado się uśmiechnęła na pożegnanie i powróciła do swojego jedzenia, nie rozglądając się już za nikim ani za niczym.
Kiedy skończyła jeść, zauważyła już stojących chłopaków koło wejścia i nieśmiało się do nich uśmiechnęła. W drodze do gabinetu żadne z nich się nie odzywało, nie powodując większego komfortu i napiętej atmosfery. Kiedy już doszli, Zayn po cichu zapukał pomieszczenia i czekając nerwowo kołysał się na piętach, dopóki dopóty nie usłyszał z głębi "proszę!". Otworzył drzwi i przepuścił pierwszą dziewczynę, a następnie swojego kumpla.
- Więc na wstępie. Witam was moi drodzy po raz kolejny w ciągu tych ostatnich dni. Wiele z wami omawiałam chłopcy, ale ustaliśmy już jedną wersję zdarzeń. Miło Mia, znów cię widzieć na siłach, pomimo tego jak słabo się teraz trzymasz. - powiedziała patrząc za okno, gdzie słońce kończyło powoli swoją dzisiejszą wędrówkę. Noc powoli zaczęła witać po swoich poprzedzających cieniach.
- Mhm. Panią również miło widzieć. Dawno panią nie widziałam. - mruknęła zawstydzona do swojej opiekunki.
Nikt się nie odzywał dłuższą chwilę, lecz po chwili ponownie została przerwana.
- Czego nie zaczekałaś, jak Harry ci nakazał? - popatrzyła teraz nauczycielka na dziewczynę, która momentalnie spuściła głowę i zakryła się bladymi włosami. Językiem przejechała nerwowo po zębach i w dalszym ciągu wpatrywała się w onieśmieloną dziewczynę.
- No dobra. Macie wyjechać z ośrodka. Tutaj jest za bardzo niebezpiecznie. A propo, odkryli cię i zagrażasz innym. Na chwilę musisz stracić kontakt z tym co cię otacza. Znajomi z Internatu, nauczyciele, twoją przybraną matkę i ojca. - zaczęła wyliczać, wstając z poprzedniej pozycji i przemieszczając się po pokoju.
- Pojedziesz do innego internetu. Bardziej strzeżonego i staroświeckiego. Nie ma tam urządzeń XXI wieku i jest spokojnie. Na moją prośbę przyjmą was. Nawet z psem. Choć to nie dobry pomysł. Chłopaki wiedzą gdzie leży, więc możesz spokojnie im ufać. Potem, ewentualnie wyślę ci pocztą parę wskazówek i porad. A jeśli będziesz chciała pogadać, to zawsze będziesz mogła skorzystać z telefonu. - podsunęła małe pudełeczko dziewczynie, gdzie wzięła i zaczęła się jej przyglądać. - Rozpakujesz? Wpisałam ci tam już swój numer i chłopaków, jeśli byś ich potrzebowała. Lecz mam nadzieję, że unikniesz tego.
- Na spokojnie rozpakuję go w swoim pokoju. Dziękuję. - powiedziała i nieśmiale uśmiechnęła się w stronę starszej kobiety, podnosząc głowę ku niej.
- Dobra. Jutro z samego rana jedziecie. Wszystko jasne? - zwróciła się swoim profesjonalnym i poważnym tonem ku wszystkim. Jednak bardziej zwracała się w stronę chłopakom, którzy dotychczas stali cicho. - W najgorszym przypadku wszystko wytłumaczycie Mii. Zbierajcie się, musicie wcześniej pójść spać i się spakować. Rano się jeszcze spotkamy.
Wyszli i powoli kierowali się do swoich pokoi, ale Harry nie miał takiego zamiaru. Powędrował w stronę pokoju dziewczyny, która bez żadnych zaprzeczeń wpuściła go do środka. Po spakowaniu swoich rzeczy, oboje poszli się umyć i skierowali się do jej pokoju. Zadowolony Harry, przylgnął do niej bardziej.
- Wtul się we mnie - poprosił - przecież jesteś moja.
Więc mocniej opatuliła się jego zapachem i głębiej przylgnęła do niego.
- Dobranoc, Mio. - wychrypiał jej do ucha.
 - Słodkich snów, Harold'zie.

Obserwatorzy

Theme by violette